Naukowcy z Johns Hopkins University przestrzegają przed fałszywie negatywnymi wynikami testów na obecność koronawirusa. W swojej analizie, opublikowanej na łamach czasopisma „Annals of Internal Medicine” przekonują, że nawet najbardziej wiarygodne testy genetyczne typu (RT-PCR) przynoszą około 20 procent fałszywie negatywnych wskazań, a w pewnych okolicznościach ich udział jest jeszcze większy. Bardzo wiele zależy od etapu zakażenia i choroby, na którym znajduje się pacjent. Widać, że czułość i swoistość testów genetycznych na obecność koronawirusa wciąż nie jest w pełni precyzyjnie określona.

Testy RT-PCR (reakcji łańcuchowej polimerazy z udziałem odwrotnej transkryptazy) są najbardziej powszechnie stosowanymi i najbardziej wiarygodnymi testami, pozwalającymi wykazać obecność wirusów w komórkach nabłonka, pobranych w wyniku wymazów z nosogardzieli. To na podstawie tych wyników podejmuje się działania dotyczące pojedynczych osób i ocenia się stan epidemii w skali globalnej. Autorzy pracy zwracają jednak uwagę na dane, które wskazują w przypadku tych testów na możliwe błędy, w szczególności wyniki fałszywie negatywne. Badacze z Johns Hopkins pokazują, że fałszywie negatywne wyniki przynosi w niektórych okolicznościach nawet dużo więcej, niż co piąty test.

Analiza danych potwierdza, że wiarygodność testu z oczywistych przyczyn zależy od stadium zakażenia. W pierwszym dniu od zakażenia 100 proc. testów przynosi negatywny wynik, w 4. dniu od zakażenia wciąż ujemne wyniki przynosi 67 proc. testów. Największą wiarygodność, 80 proc. poprawnie pozytywnych wyników, testy RT-PCR przynoszą w 8. dniu zakażenia, przeciętnie trzy dni po pojawieniu się objawów choroby. W pierwszym dniu objawów, liczba fałszywie ujemnych wyników utrzymuje się wciąż na poziomie 38 proc. Dane pokazują, że po 9 dniu od zakażenia liczba fałszywie negatywnych wskazań znów rośnie od 21 proc. w 9. dniu do 63 proc. w 21. dniu. To oznacza, że negatywne wyniki powinny być traktowane z dużą ostrożnością, szczególnie gdy mają potwierdzony kontakt z osobą zakażoną, a tym bardziej, jeśli mają objawy choroby.

Maribel Jose i Zhellann Aguilar podczas testów laboratoryjnych/Keith Weller/Johns Hopkins Medicine /Materiały prasowe

Autorzy pracy podkreślają, że czułość i swoistość testów genetycznych na obecność koronawirusa wciąż nie jest w pełni precyzyjnie określona. To oznacza, że przy decyzjach dotyczących zniesienia ograniczeń, na przykład kwarantanny,  dotyczących konkretnych osób, same wyniki testów RT-PCR powinny być brane pod uwagę w powiązaniu z innymi czynnikami, w tym klinicznymi i epidemiologicznymi, dotyczącymi zarówno samopoczucia danej osoby, jak i możliwości wcześniejszego kontaktu z osobą zakażoną. Dotyczy to między innymi pracowników służby zdrowia.

 

 

Źródło: Johns Hopkins University
0 0 vote
Article Rating