Robotnicy, którzy pracowali na dachu katedry podczas feralnego pożaru zeznali, że alarm przeciwpożarowy odezwał się dwukrotnie – podaje „Rzeczpospolita”, powołując się na zagraniczne media.

Paris – Notre Dame at sunrise, France

Jak czytamy, dotychczas przesłuchano około 30 robotników.

Zeznali oni, że pierwszy alarm przeciwpożarowy włączył się o godz. 18.20. Strażak, który był stale obecny w katedrze, przeprowadził wówczas kontrolę. Nie wykazała ona jednak nic niepokojącego.

Kolejny raz alarm włączył się o 18.43, ale wtedy ogień ogarniał już drewnianą konstrukcję dachu. „Rzeczpospolita” podaje, że prowadzący śledztwo policjanci nie mogą jeszcze wejść do katedry. Byłoby to zbyt niebezpieczne.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że powodem pożaru było przypadkowe zaprószenie ognia.

W poniedziałek ok godz. 18.50 w katedrze Notre Dame w Paryżu wybuchł pożar. Ponad 400 strażaków przez kilkanaście godzin walczyło z żywiołem. Ogień strawił dach katedry i remontowaną iglicę. Przed zawaleniem uratowano główne dzwonnice oraz mury zewnętrzne. Nic nie pozostało natomiast z dębowego obelkowania dachu świątyni.

Katedra Notre Dame to jedna z najbardziej znanych świątyń na świecie, symbol Paryża.

Jej budowa trwała ponad 180 lat (1163-1345). Spod jej murów w średniowieczu wyruszały wyprawy krzyżowe, we wnętrzu odbył się proces rehabilitacyjny Joanny d’Arc, a kilkaset lat później w 1804 r.

Napoleon Bonaparte koronował się na Cesarza Francuzów. W czasach Rewolucji Francuskiej (1789-1799) uniknęła zburzenia i przemianowano ją wówczas na „Świątynię Rozumu”.

Po śmierci Charlesa de Gaulle’a tysiące Francuzów żegnało go w tej świątyni.

 

 

Red.:

Kto wie, czy jakiś niezrównoważony człowiek ognia nie podłożył chociażby dronem.

 

Źródło: PAP, Interia