Na lotnisku Bradley w amerykańskim stanie Connecticut doszło w środę, 2 października do katastrofy samolotu bojowego B-17 z czasów drugiej wojny światowej. Co najmniej siedem osób zginęło.

Czterosilnikowy amerykański bombowiec, nazywany Latająca Fortecą, uderzył w budynek serwisowy na międzynarodowym lotnisku Bradley kilka minut po starcie.

Na pokładzie historycznej maszyny było 10 pasażerów i trzech członków załogi.

Jak poinformował komisarz ds. bezpieczeństwa publicznego w stanie Connecticut James Rovella, część osób ma ciężkie poparzenia, a ofiary śmiertelne, których jest co najmniej siedem, „bardzo trudno zidentyfikować”.

Z samolotu korzystała Collings Foundation, stawiająca sobie za cel opiekę nad „żywą historią awiacji”.

Samolot był w powietrzu około pięciu minut, potem runął na ziemię

Huk i kłęby dymu

Piloci kilka minut po starcie zawiadomili o problemie, ponieważ samolot nie nabierał wysokości. Niedługo potem stracili kontrolę nad schodzącą w dół maszyną, która uderzyła w budynek serwisowy.

Dane lotu wskazują, że samolot był w powietrzu około pięciu minut i osiągnął wysokość 244 metrów.

Samolot bojowy B-17

Według świadka, który około kilometra od lotniska zobaczył zabytkowy samolot w powietrzu, z jednego z silników zaczęło się dymić. Bombowiec wykonał zwrot i skierował się z powrotem na lotnisko, po czym słychać było huk i w powietrze wzbił się słup dymu.

Collings Foundation podała, że ten sam B-17 rozbił się wcześniej w 1987 roku podczas pokazów lotniczych w pobliżu Pittsburgha i kilka osób odniosło wtedy obrażenia. Samolot po tamtym wypadku przeszedł remont.

 

 

Źródło: PAP