W wyniku zawalenia się budynku mieszkalnego w Miami Beach na Florydzie zginęło co najmniej 97 osób (akt.10 lipca), co najmniej 10 zostało rannych, a 33 osoby są wciąż poszukiwane – poinformowały władze, potwierdzając wcześniejsze doniesienia amerykańskich mediów. Nie jest jasne, jak wiele osób znajdowało się w budynku w momencie jego zawalenia. Trwa akcja ratunkowa, do której skierowano 80 jednostek straży pożarnej.

Do częściowego zawalenia się budynku doszło w Surfside, na północnych przedmieściach Miami Beach na Florydzie około godziny 2 w nocy czasu lokalnego (8 rano w Polsce) 24 czerwca. Na zdjęciach z miejsca zdarzenia widać, że jedna strona 12-piętrowego budynku uległa całkowitemu zawaleniu.

Władze hrabstwa Miami-Dade poinformowały, że na miejsce zdarzenia wysłano 80 jednostek ratunkowych. W akcji udział biorą także funkcjonariusze policji. Nie wiadomo dokładnie, ile osób znajdowało się w budynku w momencie katastrofy ani co ją spowodowało.

Policja poinformowała natomiast o jednej ofierze śmiertelnej, potwierdzając wcześniejsze doniesienia mediów.

Informację o śmierci jednej osoby potwierdził również burmistrz Surfside Charles W. Burkett, który dodał, że 10 innych osób zostało rannych. – To okropna katastrofa – dodał.

Wcześniejsze doniesienia, przekazane m.in. przez ABC News, mówiły o co najmniej ośmiu osobach przewiezionych do szpitala.

Strażakom udało się wyciągnąć z rumowiska 10-letniego chłopca – poinformowała korespondentka AP. Dodała, że nie wiadomo, ile osób może być jeszcze uwięzionych w rumowisku.

Używający drabin ratownicy wyciągali ludzi z mieszkań leżących w części budynku, która jeszcze się nie zawaliła – relacjonowała stacja NBC Miami. Dodała, że ewakuowano także osoby znajdujące się w sąsiednich budynkach. – To bardzo dynamiczna sytuacja, radzę wszystkim, by trzymali się z dala od tego terenu, by pozwolić strażakom i funkcjonariuszom na prowadzenie akcji ratunkowej – powiedziała przedstawicielka lokalnej policji.

„Myślałem, że to burza”

Według relacji świadka, mieszkańca sąsiedniego apartamentowca, „budynek się zatrząsł, a gdy wyjrzał przez okno, nie było nic widać”. – Myślałem, że to burza. Kiedy kurz opadł, zobaczyłem, że dwóch trzecich budynku nie było, były zrównane z ziemią – dodał.

Na nagraniu zarejestrowanym przez świadków zdarzenia widać ludzi gromadzących się wokół gruzowiska. – Ten budynek całkowicie zniknął – krzyczy jedna z osób słyszanych na materiale.

– Widziałem, jak jedna trzecia albo może nawet połowa tego budynku się dosłownie zawaliła – mówił NBC Miami jeden ze świadków katastrofy. – Nie potrafię tego opisać, to wyglądało, jakby wybuchła bomba, (…) teraz jest tam ogromne rumowisko – dodał.

12-piętrowy apartamentowiec Champlain Towers South został wybudowany w 1981 roku i mieścił około 100 lokali mieszkalnych.

Jak podał „Washington Post”, do zawalenia się 40-letniego bloku doszło zaledwie jeden dzień po tym, jak pomyślnie przeszedł on inspekcję budowlaną. Przyczyna katastrofy jest nieznana, a według „WP” jej ustalenie może zająć długi czas. Średnia cena apartamentu w położonym nad Oceanem budynku wynosiła około 600 tysięcy dolarów.

 

Akrualizacja

Jak poinformował w sobotę 26 czerwca dziennik „New York Times” inspektor budowlany, inż. Frank Morabito, w 2018 roku informował o „poważnych uszkodzeniach strukturalnych” apartamentowca. Nakłaniał zarządców budynku do naprawy pękniętych kolumn i kruszejącego betonu. Prace miały się wkrótce rozpocząć.

W reakcji na zawalenie się 40-letniego apartamentowca władze okolicznych miast i miejscowości, w tym miasta Miami, zapowiedziały ściślejsze kontrole stanu budynków położonych nad oceanem.

Należąca do aglomeracji Miami miejscowość Surfside jest znana jako ośrodek społeczności ortodoksyjnych Żydów, a także jako „mała Argentyna” ze względu na dużą liczbę imigrantów z tego kraju.

 

Źródło: BBC

 

 

0 0 votes
Article Rating